Do napisania tych słów skłonił mnie, oglądany jakiś czas temu, film dokumentalny o głodujących dzieciach w Afryce. Od razu przypomniał mi się goszczący  niejednokrotnie w naszej parafii ks. Franciszek. Postać tego księdza z obcego, dalekiego kraju, tak różnego kulturowo i ekonomicznie od tego, co znamy na co dzień na pewno nie jest Wam obca. Podczas swoich wizyt ks. Franciszek w bardzo prostych, trafiających do serca, każdego słuchacza słowach, mówił  o ludziach mieszkających tysiące kilometrów stąd. Przybliżał ich kulturę, ale również problemy z jakimi się borykają.
 Normą w tych krajach jest brak wykształcenia i opieki medycznej. Opowiadał o warunkach w jakich żyją, o niedostatku chleba, a nawet wody. Pokazywał nam zupełnie inny, nieznany świat, a później przechodził na nasze rodzime podwórko i ukazywał, jak wielkie mamy szczęście mając dach nad głową, możliwość kształcenia, dostęp do kultury, opieki zdrowotnej i do chleba, którego jakże często nie szanujemy. Po ostatniej jego wizycie w naszej parafii, jedno ze znajomych dzieci, spytało jak to możliwe, że dzieci w krajach afrykańskich umierają z niedostatku pożywienia. Dlaczego nie możemy im dać jedzenia i wody. Nie umiałam odpowiedzieć na to pytanie, ale nurtuje mnie ono do dziś. Dlaczego? Dlaczego godzimy się na to, by dzieci umierały z głodu i pragnienia . Czy naprawdę nic nie możemy zrobić. Wielu z nas oglądając informacje na temat nędzy i ubóstwa w krajach trzeciego świata przerzuca kanał, i udaje że nie widzi problemu.  Są też tacy, którzy owszem oglądają, ale  oburzają  się na rządzących, na bogatych, na znanych, wytykając im ,że nie robią nic ,aby pomóc. Zwalniamy siebie z odpowiedzialności, a przecież my też jesteśmy winni takiego stanu rzeczy, który jeśli zechcemy moglibyśmy zmienić. Wielu z Was powie, a co ja mogę, nie pojadę do Afryki i nie nakarmię wszystkich głodujących. To prawda, choćbyśmy nie wiem jak bardzo się starali, wszystkich nie da się uratować, wszystkim pomóc. Możemy jednak  spróbować uratować, chociaż jedno umierające z głodu i pragnienia dziecko. Zbliża się okres świąt i już taka nasza rodzima przypadłość, że w święta postaw się, a zastaw się. Niestety wraz z końcem świąt  jedzenie wędruje do kosza całymi kilogramami. W tym roku może warto spróbować, choć trochę to zmienić. Może kupić mniej i nie marnować pożywienia, o którym inni nawet nie marzą. Postarajmy się w rozsądny sposób gospodarować dobrem jakim zostaliśmy obdarzeni. Spróbujmy podzielić się z tymi, którzy marzą o kromce chleba. Szanujmy to, że go mamy na co dzień i że nam go nie brakuje. Jako chrześcijanie deklarujemy, że staramy się naśladować Jezusa, ale jakże często są to tylko puste słowa. Dzień Wigilii i Boże Narodzenie to dla nas coraz częściej święto komercyjne, a nie duchowe.  Zastawiamy stoły, mając puste serca. Kupujemy zbędne  rzeczy, żeby mieć więcej prezentów pod choinką , bo trzeba pokazać zdjęcia na portalu społecznościowym . Nie wypada mieć mniej, niż koleżanka z pracy, czy sąsiadka. Jakoś, tak do głowy nam nie przyjdzie, że Jezus narodził się w ubogiej stajence wśród bydła, a nie w pałacu i, że całym swoim życiem pokazywał, że nie ważne są bogactwa, sława i blichtr. Całej tej świecącej fałszywej otoczce, przeciwstawiał takie wartości jak dobroć, współczucie, zrozumienie, miłość i otwarcie na drugiego człowieka. Uczył nas miłości do Boga, ale również do ludzi. Nie tylko tych, którzy mogą  nam się w ten czy inny sposób przysłużyć, lecz przede wszystkim do tych potrzebujących naszego czasu, poświęcenia, jałmużny. W dzisiejszym świecie nauczeni jesteśmy spełniać własne zachcianki. Wymagać od innych nie od siebie. Z czasów dzieciństwa pamiętam, że w okresie adwentu opiekunowie ośrodka w którym mieszkałam pierwszego dnia tego czterotygodniowego przygotowania do narodzin Chrystusa, stawiali na małym stoliku zasłanym białym obrusem, pusty żłóbek. Każde dziecko, jeśli zrobiło coś dobrego, wrzucało do niego wieczorem jedno źdźbło siana za jeden dobry uczynek. Wszyscy starali się nazbierać jak najwięcej dobrych uczynków, by później dla nowonarodzonego Jezusa było ciepło i wygodnie. Dzielę się z Wami tym wspomnieniem, ponieważ tak sobie myślę że to niezwykle ważne byśmy w tym przedświątecznym okresie przygotowali w swoich sercach takie ciepłe, wyjątkowe miejsce, dla Tego wyczekiwanego gościa. A gdy nadejdą te niezwykłe święta, spróbujmy  w nich odnaleźć prawdziwe wartości. Szukajmy w sobie dobra i dzielmy się nim z innymi. Spędźmy ten magiczny czas w gronie bliskich, skupiając się na nich, a nie na całej tej komercyjnej otoczce. W imieniu swoim i Stowarzyszenia Inicjatyw Lokalnych Biebrza życzę  Wszystkim cudownych, świąt, wielu głębokich i radosnych przeżyć, wewnętrznego spokoju, chwili refleksji, zwolnienia oddechu, nabrania dystansu do otaczającego nas świata, chwil przepełnionych śmiechem, wspomnieniami, roziskrzonych choinką i śpiewem kolęd. Na sam koniec chciałabym zaprosić Was i Wasze rodziny na cykliczne trzecie już spotkanie kolędowe organizowane przez nasze stowarzyszenie. Będzie ono okazją do złożenia sobie życzeń, pośpiewania kolęd, i spotkania za pośrednictwem łączy internetowych z wspomnianym ks. Franciszkiem. Z Waszą pomocą będziemy starali się zmienić choć w niewielkim stopniu sytuację dzieci w Kamerunie i prosić Was o wsparcie na zakup symbolicznej butelki wody, które przekażemy ks. Franciszkowi. Wierzę w to, że działając razem możemy zmienić świat na lepszy i bardziej przyjazny.
 
 
                                                                                  Jolanta Kapla 
                                                        Stowarzyszenie Inicjatyw Lokalnych ”Biebrza”